Gadaj zdrów!

Jak podać dziecku lek

Kilka słów o tym, kim jest mały homo żłobkens i dlaczego podawanie leku dziecku to praca w warunkach szkodliwych dla zdrowia (zwłaszcza psychicznego).

EWA / Córeczka tatusia

Co to jest nos? To coś takiego, w czym siedzi katar. A gardło? To takie miejsce, w którym mieszka kaszel. Głowa? Jak się przykłada do głowy termometr, to znajduje się gorączkę.

Dlaczego mam taki nos, gardło i głowę? Bo jestem dzieckiem żłobkowym i już taki mój burak. To znaczy… urok. Tak powiedziała pani doktor. I pan doktor też tak powiedział. Oj, dużo doktorów już tak mówiło. Mówili, że dzieci żłobkowe, takie jak ja, często ich odwiedzają.

Po takich odwiedzinach wracam smutna i zła. Dlaczego? Bo jeszcze przed doktorem mam kaszel albo katar. A zwykle i kaszel, i katar. Czasami też gorączkę. I już dlatego jest mi trochę smutno, bo to wszystko jest niemiłe. A po doktorze zaczynam też być zła. Bo chcę iść do sklepu po lody, ale tata i mama nie zgadzają się na lody. A kiedy idziemy obok placu zabaw, nie pozwalają mi tam iść i się bawić. Bo wolą żebym była smutna i zła, niż chora!

Do domu wracam chora, smutna i zła. Nie mam lodów… Mam zabawki, które nie podobają mi się tak, jak plac zabaw. Myślę sobie, że to bardzo zły dzień, a wtedy przychodzi uśmiechnięty tata z łyżeczką albo strzykawką… Tłumaczy, że to wszystko, żebym była zdrowa, że doktor, że pyszne… i prosi, żebym otworzyła buzię. A dlaczego on taki wesoły? Oj, już ja go wyleczę z tego uśmiechu!

 


TATA

Początek wewnętrznego monologu: [Podać, czy nie podać – to nie jest pytanie. Bo podać trzeba, pytanie – jak? I jak przekonać dziecko? Przecież będzie się wiło jak piskorz, gdy tylko wyczuje podstęp.

A gdy już podam, skąd pewność, że dawka będzie odpowiednia? Dzisiaj wypluje, jutro jej się uleje, a jeśli ukryję specyfik w soku albo mleku, nie będę wiedział, czy każda kropla trafiła tam gdzie powinna. A jeśli wypiła za mało? Mogę podać więcej i… przekroczyć dawkę. Co robić? Nie zapytam na forum, bo idealne matki zjedzą mnie na śniadanie i tylko wyplują kosteczki. Bo przecież na ulotce napisali… Aaaaa! (odgłos rwania włosów z głowy) Ja się zastrzelę!] Koniec wewnętrznego monologu.

Podawanie leku małemu dziecku to zadanie dla ludzi o mocnych nerwach i niezwykłej kombinacji innych cech. Największe szanse powodzenia ma pielęgniarka z doktoratem z farmacji, która po pracy dorabia jako policyjny negocjator. Z takim zestawem kompetencji i przy pewnej dozie szczęścia można tak zaaplikować wszelkie kropelki i inne płyny, by wypełnić zalecenia lekarza, nie robiąc sobie krzywdy i oszczędzając maluszkowi wczesnodziecięcej traumy.

Ale gwarancji sukcesu nie ma. Czy w konfrontacji z opornym brzdącem najlepszy policyjny negocjator aby na pewno sobie poradzi? Czy nie przytłoczy go ciężar psychologicznej wojny w pokoju dziecięcym? Może negocjowanie z chorym dzieckiem, jako najwyższy stopień zawodowego wtajemniczenia, powinno stać się punktem obowiązkowym kursu dla agentów FBI lub innego CBŚP?

Jestem wielkim zwolennikiem tego pomysłu, ale swojej kandydatury na wykładowcę na pewno nie zgłoszę. Moje zdolności w tej dziedzinie są raczej… wątpliwe, choć zdarzają się wyjątki. Zresztą, sami oceńcie. Historia oparta na faktach:

T: Zobacz, jakie pyszne, musisz się spieszyć bo tata wypije całe! [motyw niedostępności]

[Brak reakcji]

T: Ewciu, jak wypijesz, to będziesz zdrowa i pójdziesz na plac zabaw [obietnica przyszłych korzyści]

E: Nieee

T: Spróbuj, jest naprawdę słodkie, jak cukierek [skojarzenie z czymś znanym i lubianym]

E: Nie chcę – potwierdziła Ewcia zaciskając usteczka.

[pół godziny później – wytaczam najcięższe działa]

T: A wiesz, że to samo piły pieski z Psiego Patrolu? I Masza? [odwołanie do autorytetów] Nooo, naprawdę! Ewcia też spróbuje?

E: Nie.

T: Proszę, spróbuj. Bo tata będzie płakał… [na litość]

E: Nie, nie, nie.

Ręce mi opadły. Odwróciłem się od Ewy i tymi samymi rękami chciałem sprzątać biurko, gdy za plecami usłyszałem szmer. To Ewcia migiem dopadła do lekarstwa i duszkiem je wypiła…

KURTYNA

najnowszy najstarszy oceniany
Gabi
Gość
Gabi

U nas pomogla zabawa w lekarza:) wszystkie misie, lalki, nawet kolcki lego(hahaha) byly chore i musialy pic lekarstwa. Po dokladnym wyleczeniu okolo trzydziustu pacjentow Amelka wkoncu polknela lek. Teraz wiem, ze kiedy czas na syrop to musimy zaczac zabawe rano, zeby do wieczora go wypila:)))