Jak mówić, żeby dzieci nas nie słuchały

Kurczę blade! Małe dziecko przeklina

Kilka słów o tym, co robić, gdy dziecko słucha nas… zbyt uważnie, a my zaczynamy żyć w strachu przed chwilą, w której zacznie wymawiać literę „r”.

EWA / Córeczka tatusia

„Cholela” – powiedziałam. Tata przestał jeść i spojrzał na mnie. Wydaje się zdziwiony, ale chyba nie usłyszał, bo znowu zaczął jeść. „Cholela” – powtórzyłam. Tata spojrzał na mnie jeszcze raz. Ma taką minę, jakby nie rozumiał, co mówię. Hm, może spróbujmy tak. „Cholela… jasna” – dodałam. O tak, widzę, że tata zrozumiał!

Chyba mu się podobało, bo przez chwilę się uśmiechnął. To była tylko chwila, ale była, więc się liczy. A jeśli coś podoba się tacie, to musi być dobre. Mi to słowo też się podoba. Ta cholela jest jasna, a jak coś jest jasne to chyba musi być dobre? No i jest taka miła, jak „lalala” w piosence.

A… co ja właściwie powiedziałam? Musicie zapytać o to tatusia! Na pewno kiedyś go zapytam: „A co tooo?” i on mi wtedy powie. A na razie sprawdzę, jak to słowo podoba się innym. Właśnie idziemy do sklepu i tam spróbuję. Tata na pewno będzie ze mnie dumny 🙂

 


TATA

Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały? Każdy, kto chce to wiedzieć, może zapytać o to dziecko albo sięgnąć po książkę o tym samym tytule i poznać temat w detalach.

Zdarzają się jednak sytuacje, w których dzieci słuchają nas… aż nazbyt uważnie. To te szczególne przypadki, gdy nasze słowa docierają do jednego uszka i, inaczej niż zazwyczaj, nie wypadają przez drugie. W tym wypadku odwiedziny w księgarni lub bibliotece mogą nie być aż tak owocne. Gdy małe dziecko przeklina – ochoczo wykrzykuje „cholela” lub inne wyrazy oznaczone w słowniku skrótem wulg. – musimy wziąć się w garść. To w dużej mierze od nas zależy, czy dziecko, które w końcu nauczy się wymawiać „r”, skorzysta z nowej umiejętności mówiąc „morwa”, „rwetes” i „prerogatywy” , czy… coś innego. 😉

Życie nie ułatwia nam zadania. Ciśnienie rośnie często mimowolnie, gdy świat dookoła nam nie sprzyja lub jawnie kpi z naszych preferencji.

Choć głowa to nie czajnik, w takich sytuacjach zdarza nam się zagotować…

[Tatuś córeczki]

Dla nagłego skoku ciśnienia trudno znaleźć naturalne ujście, a w kryzysie każdy radzi sobie jak może – jeden wypije szklankę zimnej wody, drugi wyrzuci z siebie kwiecistą wiązankę. A trzeci? Trzeci rzuci mięsem 😉

Co zrobić, by takie mięso nie posmakowało zanadto naszemu maluchowi i by na takiej diecie nie wyrósł nam mały grubianin? Moje rozwiązanie to mięso w wersji light. Odchudzone jak po obozie Anny Lewandowskiej i Ewy Chodakowskiej razem wziętych. Jeśli takie mięso zostanie rzucone, to może mleko się rozleje, ale będzie to na pewno mleko odtłuszczone, bez laktozy, które naszemu maluchowi (i osobom postronnym) łatwiej będzie strawić.

Rzuciliście kiedyś mięsem w obecności dziecka? Zrobiło się tak cicho, że usłyszeliście jak sąsiad szuka w Internecie numeru telefonu do opieki społecznej?

Poznajcie mięso w wersji light – kilka prasłowiańskich, niemalże wegańskich sposobów na odreagowanie:

Motyla noga – mięsa w niej tyle co nic; wpada w ucho, nie czyniąc większych szkód

Jasny gwint – gwint uniwersalny, pasuje do każdego ucha – nawet najmniejszego

Kurczę blade – w sam raz dla kogoś, kto zbladł, widząc na ścianie pozostałości po obiedzie albo najnowsze przejawy artystycznej ekspresji własnego dziecka

Kurde balans – zapewnia psychiczną równowagę w wyżej opisanej sytuacji

Jasny piernik – dla łasuchów i osób związanych z Toruniem

Do diaska – dla bezbożników (podobno nieakceptowane przez Kościół katolicki)

Matko i córko – laicki odpowiednik „W imię Ojca i Syna”; w sam raz dla… Tatusia córeczki 😉

 

Który z tych zwrotów podoba się Wam najbardziej? Smacznego! 🙂

2
Dodaj komentarz

avatar
najnowszy najstarszy oceniany
Wojtek I.
Gość
Wojtek I.

Niedzielny obiad z dziadkami po powrocie 7-letniego syna z obozu judo, pytanie „a co to właściwie znaczy ’ch**owskie’?” Bezcenne.