Najlepszy przyjaciel dziecka

Dziecko czyta książkę

Kilka słów o tym, jak dentysta może się stać najlepszym przyjacielem dziecka.

 

TATA

Pamiętam z czasów szkolnych swoje wizyty u dentysty. Siedząc na fotelu wyobrażałem sobie, że jestem na wojnie. To zawsze działało. Ta myśl, że walczę za Ojczyznę sprawiała, że bolało jakby mniej. W każdym razie moje dziecięce skojarzenia z dentystą były i są, delikatnie mówiąc, nieszczególne.

Z tym większym niepokojem zabrałem do dentysty Ewcię, mimo że miejsce wybraliśmy wcześniej dość starannie. Chcieliśmy mieć pewność, że nie trafimy na kogoś, kto poszukuje sensu w bólu, a znieczulenie uważa za fanaberię mięczaków. I trafiliśmy tak, jak chcieliśmy, a nawet bardziej.

W tym gabinecie nie było fotela dentystycznego – był dinozaur. Odpowiednio wyprofilowany, tak by można było na nim usiąść. Dziwnym zbiegiem okoliczności, gdy siadało się na dinozaurze, przed oczami wyrastał telewizor, a po ekranie biegała pewna znana świnka. Gdyby świnkę zastąpić Ligą Mistrzów, mógłbym spędzić u takiego dentysty cały dzień!

Ale Ewie to nie wystarczało. Chyba wyczuwała podstęp. Niby zabawki, jakaś namiastka placu zabaw, a jednak coś mrocznego wisiało w powietrzu. Wszyscy byli zbyt mili i za bardzo się uśmiechali, żeby cała sprawa nie miała drugiego dna… Dinozaur wprawdzie wydawał się kuszący, ale dopiero gdy położyła się na nim mama, Ewa nieśmiało do niej dołączyła.

I tu do akcji wkroczyła pani dentystka. Zaczęło się przedstawienie! Po kolei prezentowała Ewci wszystkie swoje narzędzia, demonstrując co potrafi jej magiczne lusterko, jak działa powietrze pod ciśnieniem i co się dzieje z wodą w kubku, gdy włączymy w nim wiertło. Gdyby jeszcze przecięła swoją asystentkę na pół, byłbym pewny, że pomyliliśmy pokoje i zamiast do stomatologa, trafiliśmy na pokaz iluzjonisty. Ja bawiłem się dobrze, a o Ewie nawet nie wspomnę.

Widząc, jak dentystka zabiega o względy mojego dziecka, poczułem się dziwnie staro. Wydawało mi się, że dzieckiem byłem wcale nie tak dawno, ale w czasach mojego dzieciństwa głównym ukłonem wobec pacjenta było to, że mógł z gabinetu wyjść żywy i o własnych siłach. O żadnych dodatkowych atrakcjach, poza obiecaną przez tatę gumą Turbo, nie było mowy. Za to każde wspomnienie wizyty u dentysty przynajmniej przez kilka tygodni trzymało mnie z daleka od szafki ze słodyczami.

Ewa takiego argumentu przeciwko słodyczom nie dostała. Ba! Myślę, że zacznie je wykradać z szafek, byle tylko częściej chodzić do dentysty. W drodze powrotnej tematem numer 1 był Dinuś i stale nam przypominała, że jeszcze do Pani stomatolog wrócimy.

To jednak nic w porównaniu z moim wieczornym, „dentystycznym” zdziwieniem. Jak co dzień opowiadałem Ewie bajkę na dobranoc. Tym razem ona i jej kuzynka były głównymi bohaterkami opowiadanej historii.

– I wtedy Ewa i jej kuzynka pojechały na wspaniałe wakacje nad morzem… – kontynuowałem.
– Nie, do dentysty! – wykrzyknęła Ewcia.

Dentysta najlepszym przyjacielem dziecka? Świat się skończył 😉

2
Dodaj komentarz

avatar
najnowszy najstarszy oceniany
Ania
Gość
Ania

Podzielcie się, co to za wspaniały dentysta ?