Zabawkowe tsunami

Dziecko ma za dużo zabawek

Kilka słów o tym, czym jest zabawkowe tsunami i dlaczego toniemy w zabawkach.

EWA / Córeczka tatusia

Gdzie jest mój rowerek???


TATA

Na zdjęciu widzimy małego blondynka. Chłopiec uśmiecha się do obiektywu, siedząc na trzykołowym rowerku. Rowerek jest już dość leciwy. Ma co najmniej osiem lat i należał wcześniej do dwóch kuzynów chłopca. Maluch pozuje do zdjęcia na trzykołowcu, który, choć wysłużony, wcale jeszcze nie czeka na emeryturę. Po dwóch kolejnych latach będzie towarzyszył jego bratu.

Mój (a może raczej nasz) rowerek miał długie i chyba dobre życie. Na jego trzech kółkach przejechaliśmy przez całe lata 80-te. Później przyszedł czas przemian i trzydzieści lat, w trakcie których średnia długość życia Polek i Polaków wyraźnie wzrosła. Średni cykl życia przedmiotów uległ w tym samym czasie gwałtownemu skróceniu. Coraz krócej żyły nie tylko pralki i lodówki, ale też zabawki.

O rowerku Ewusi (kupionym 1,5 roku temu!) pamiętam już głównie dzięki zdjęciom. Dostała go na pierwsze urodziny, a przed drugimi ślad po nim zaginął. Na pewno kurzy się gdzieś w piwnicy i w końcu się odnajdzie, ale widoki na to, że przeżyje mój trzykołowiec, są marne. O ile jeszcze ubrania dziecięce funkcjonują w drugim obiegu, o tyle używanymi zabawkami rzadko uszczęśliwia się rodzinę i znajomych.

Zabawki mają być nowe i pachnące. Kupowane z okazji, przy okazji i bez okazji. Urodziny, imieniny, Mikołajki, Boże Narodzenie, Walentynki (bo przecież bardzo kochamy nasze dzieci), Wielkanoc, pierwszy dzień wakacji – to całkiem dobre okazje na mały drenaż portfela rodziców i (a może zwłaszcza) dziadków. Przy okazji wizyty u rodziny i znajomych też nie wypada nie kupić czegoś dzieciom, więc jeśli słodycze uznamy za cokolwiek ryzykowne, to pod pachą przyniesiemy kolejnego misia. Zakupów bez okazji też dokonujemy tak naprawdę przy okazji… wizyty w sklepie. Odporni na reklamy (a jakże!), podejmujemy w pełni autonomiczną decyzję o sprezentowaniu naszemu dziecku czegokolwiek, na czym widnieje znana postać z popularnej bajki. A z zakupu rozgrzeszamy się w mgnieniu oka, jeśli tylko nowa zabawka jest „edukacyjna”.

W ten sposób fala zabawek zalewa nasze domy. To istne zabawkowe tsunami. Nasze mieszkania zamieniają się w strefy zalewowe, które przemierzamy, brodząc w pluszakach, jednorożcach i superbohaterach. Zapominamy przy tym, że w tej powodzi zabawek toną nie tylko dorośli, ale także dzieci. Synek znajomych rozpłakał się, gdy otrzymał kolejny gwiazdkowy prezent. Zapłakany powiedział, że prezentów jest… za dużo. Każda kolejna zabawka odbierała mu szansę na zabawę poprzednią. Przez to kontakt z nimi stawał się powierzchowny i w efekcie mało znaczący.

Czy krótkotrwałość i powierzchowność, która dotknęła tak wiele aspektów naszego życia, może ominąć dziecięcą zabawę? Czy każda zabawka zostanie po kilku dniach zapomniana lub zdegradowana do rangi zeszłorocznego śniegu? Chyba możemy temu zapobiec – dając im (dzieciom i zabawkom) czas. Czas, który pozwoli dziecku przeżyć ekscytację i fascynację zabawką, poznać przyjemność eksploracji, doświadczyć znudzenia, a w końcu da mu szansę zatęsknić za kiedyś ulubionym misiem lub rowerkiem.

Tę śmiałą koncepcję testujemy nieśmiało na Ewusi. Uznaliśmy, że tempo, w jakim przybywa jej zabawek, wymknęło się spod naszej kontroli. Dlatego przed tegorocznymi Świętami poprosiliśmy świętych Mikołajów, by sprezentowali Ewie najwyżej po jednej zabawce lub nawet złożyli się na jeden większy prezent. Ograniczenia nałożyliśmy też na siebie. Gadżety z Krainą Lodu i Kubusiem Puchatkiem kuszą – nie wiemy kogo bardziej, nas czy Ewcię –  ale jako dorośli mężnie stawiamy im czoła, odwracając wzrok od sklepowych półek.

To takie nasze małe postanowienie, trochę z przypadku noworoczne. Przede wszystkim chcemy dać Ewci szansę, by się ze swoimi zabawkami „zaprzyjaźniła”. Może jest wśród nich taka, którą po latach będzie wspominać, tak jak ja wspominam mój mityczny rowerek lub kolejkę, którą jako czterolatek znalazłem pod choinką. Myśląc o przyszłości Ewy, chcemy też pomóc sobie tu i teraz. Gdy kolekcja zabawek rośnie w tempie kwadratowym, zaczyna brakować szaf i kątów, w których można je wszystkie upchnąć. A stąd już tylko krok do potykania się we własnym domu o wszelkie pojazdy, konstrukcje i bezpańskie stworki.

W całej mojej opowieści nie wspomniałem o pobudkach wyższego rzędu – mimo że stale myślimy o tym, jak nasze codzienne wybory wpływają na świat dookoła. To jednak temat-rzeka, zbyt ważny, by zamknąć go w dwóch zdaniach kończących tekst. Jeśli starczy czasu, zmierzę się z tą rzeką przy innej okazji.

A teraz, jeśli pozwolicie, odłożę już własną zabawkę, w postaci kilkuletniego, wysłużonego laptopa. Poszukam rowerka Ewusi 😉

2
Dodaj komentarz

avatar
najnowszy najstarszy oceniany
Gabi
Gość
Gabi

Swietnie napisane! temat trafiony w dziesiatke i bliski kazdemu, kto ma dzieci. Mielismy taki sam problem z zabawkami naszej Amelki. Teraz, kiedy na swiat przyszedl jej mlodszy brat dolozylismy do tych wszystkich zabawek i gadzetow dzieciecych, ktore juz mamy( a jest tego milion)- przewijak, kolyske, lozeczko, wanienke dla malucha itp.itd. Strach sie bac! Zatem rozpoczelam proces pozbywania sie rzeczy, w ktorym Amelka dzielnie pomaga: wszystko czym juz sie nie bawi oddajemy innym dzieciom, ktore takich zabawek nie maja🤗 przychodzi to dosc ciezko, ale w ten sposob duzo uczy😉p.s. chcesz cos dla Ewusi:)?